andrychow.pl


Umarłych ojców nieśmiertelne światy

Artykuły / Lokalne wydarzenia
Data: Czwartek , 19 Listopada 2015 - 17:09


16. listopada 2015 r. Andrychowianie mieli okazję obejrzeć spektakl nie bez powodu uznawany jako nieprzeciętny i wyjątkowy. Zobaczyliśmy go w ramach projektu Teatr Polska. Kolejny już rok (dzięki inicjatywie Instytutu Teatralnego z Warszawy) Centrum Kultury i Wypoczynku w Andrychowie zaprasza do naszego miasta teatry promujące ciekawy, ambitny, dający wiele do myślenia repertuar. Tym razem CKiW, organizator wydarzenia, zaprosiło nas na spektakl Artura Pałygi "Tato" w reżyserii Małgorzaty Bogajewskiej. Na scenie zaprezentowali się aktorzy Teatru "Bagatela" im. Tadeusza Boya-Żeleńskiego z Krakowa: Przemysław Branny, Patryk Kośnicki, Wojciech Leonowicz, Tomasz Lipiński, Ewelina Starejki (matka), Adam Szarek (syn Franek), Marcel Wiercichowski (ojciec).





Najciemniej jest pod latarnią. Nikt nie uczył naszych ojców życia...











Wydawało nam się, że w temacie rodzinnych relacji związanych z osobą ojca - od spokoju Felicjana Dulskiego z "Moralności Pani Dulskiej" po Andrzeja z filmu "Pręgi" w polskim filmie i teatrze powiedziano już prawie wszystko. Tak było do momentu obejrzenia "Taty" Artura Pałygi. Gdzieś, pomiędzy wspomniane wcześniej, skrajne obrazy, wbiła się średnia, krajowa, pospolita rzeczywistość.











Większości z nas wydaje się, że o swoim życiu wie wszystko. Zwykle nie zastanawiamy się głębiej nad naszym losem, przyjmując go takim jaki jest... przecież inni mają jeszcze gorzej... Krakowski Teatr rzucił nowe światło na wspomnienia z dzieciństwa "minionej" epoki.















Sztuka ukazuje sytuacje traumatyczne, wyselekcjonowane, kłujące serce jak bagnet. Sam spektakl nie tłumaczy, ani też nie rozgrzesza przeszłości, wyświetla obrazy - wywołując z wielowymiarowej przestrzeni indywidualne Deja Vu odbiorców. Zobaczyliśmy w krzywym zwierciadle "zwyczajne" rodzinne relacje, podróż w czas dzieciństwa, próbę dialogu z przeszłością, przekraczanie bariery wspomnień, smutku, strachu i żalu za brakiem szczerej, prawdziwej ojcowskiej miłości, widzieliśmy bezsilność podporządkowanej woli męża - żony. Nasze oczy karmiły się nienormalnymi emocjami, krótkimi, dosadnymi "scenami gwałtu" na psychice dziecka.











Zobaczyliśmy dramat oczami dziecka. Dotknęły nas przeżycia małego Franka uwięzionego w emocjonalnym "areszcie" domu, przypominającego bardziej koszary wojskowe, pełne niewybrednych żartów i nieustannej fali psychicznych katuszy. Franek krąży w czasie przeszłym, opowiadając wspomnienia dziecka słowami osoby dojrzałej. Przeszłość łączy się z teraźniejszością w jedną całość, sprawiając, że ojciec drąży psychikę syna nawet po swojej śmierci.











Ojcze nasz, który jesteś... zsyłając na nas ciężar często nie do wytrzymania, karzący, pouczający, wytykający najdrobniejsze błędy... obyś nigdy nie był jak żołnierz zawodowy Ludowego Wojska Polskiego sprzed lat - wychowujący dzieci jak podoficer na kompanii...











Czy ten spektakl był pełnym ciepła rozliczeniem mężczyzny-dziecka z przeszłością? Raczej nie. Jest natomiast świetnym przykładem ukazania światu bezsilności ojców sprzed lat, niepotrafiących dostrzec u własnych pociech - indywidualności, prawa do błędu, prawa do miłości.







Nie żyjemy w idealnym świecie. Większość dorosłych nosi pod powiekami bolesne chwile z dzieciństwa - niespełnione obietnice, zdawkowe odpowiedzi na ważne pytania, brak zainteresowania ze strony rodziców naszymi emocjami, nadal czuje ciężar braku spełnienia ich oczekiwań, ma żal za brak wsparcia w trudnych chwilach.







Komizm niektórych sytuacji, wywołuje co chwilę wśród publiczności salwy śmiechu. Ze sceny uderza w nas raz po raz olbrzymi kontrast pomiędzy apodyktycznym ojcem, nie tolerującym samodzielnego myślenia, a synem - pełnym żalu za utraconym dzieciństwem, targanym skrajnymi emocjami. Huśtawka nastrojów i dialogi prowadzą wprost do emocjonalnego piekła.







Reżyser - Małgorzata Bogajewska rewelacyjnie zbilansowała emocje. Ich tragizm ociera się o farsę, przypominając przybyłym czasy, kiedy metod wychowawczych nie postrzegano tak, jak obecnie.







Na uwagę oprócz warstwy emocjonalnej i świetnej gry aktorów zasługuje również wielowymiarowa oprawa spektaklu. Przesłanie sztuki dociera do nas totalnie - poprzez słowo, muzykę i scenografię zbudowaną na wzór pokoju dla lalek. Wszystko dopełniają dźwięki muzyki tamtych czasów, grane na żywo przez uzdolnionych aktorów - instrumentalistów. Na podkreślenie zasługuje również warstwa wokalna - Ewelina Starejki precyzyjnie operuje nie tylko emocjami i grą aktorską, ale też... wokalem. Używa go świadomie, budując nastrój, porywając nas swoim głosem w ostatnie dekady ubiegłego wieku.







Tak było za naszych czasów! - usłyszeliśmy ukradkiem szeptane po spektaklu słowa. Tak było zanim na ekranach nowoczesnych telewizorów pojawił się model rodziny rodem z amerykańskich filmów, uśmiechniętej, rozumiejącej, wspierającej rozwój dziecka.







Czy w dzisiejszych rodzinach bezpowrotnie minął okres domowego terroru? Obawiamy się, że bezrozumne, nieprzemyślane, fizyczne i psychiczne znęcanie się nad rodziną i "makabryczne bajki o zajączku" mają swój dalszy ciąg... W przestrzeni medialnej wciąż pojawiają się doniesienia o nieodpowiedzialnych rodzicach. No cóż - presja otoczenia na sukces, wysokie wymagania co do wyglądu, sposobu bycia, poziomu życia, sposobu myślenia - robią swoje. Presja psychiczna boli często bardziej niż kara cielesna...







Długie i szczere owacje na stojąco były nie tylko podziękowaniem za zwrócenie uwagi na problem i mistrzowskie odwzorowanie trudnych relacji ojca z synem, ale też swego rodzaju katharsis po projekcji wspomnień.











Cieszy fakt, że po spektaklu zaproszono widzów na rozmowę z aktorami i Panią reżyser. To kolejny raz, kiedy widzów nie zostawia się samych, ze skołatanymi myślami i emocjami, które najczęściej uciekają z umysłów w drodze do domu. Wszystko zostało dopowiedziane i wybrzmiało sensem słów płynących od autorów wcześniejszego przekazu.











Spektakl zrodził wiele pytań. Czy właściwie wychowujemy kolejne pokolenia? Jaka jest rola ojca? Jak we współczesnym świecie znaleźć sposób na właściwe wychowanie i niemoc płynącą z braku możliwości znalezienia złotego środka? Jak współcześni rodzice radzą sobie z wychowaniem dzieci? Czy obarczeni dziesiątkami obowiązków znajdują dla nich czas?







Zmieniły się otaczające nas przedmioty, człowiek pozostał ten sam. Umarłych ojców nieśmiertelne światy trwają w kolejnych pokoleniach...



JS






Ten artykuł jest od andrychow.pl
http://www.nowiny.andrychow.pl/

Adres WWW tego artykułu to:
http://www.nowiny.andrychow.pl/modules.php?op=modload&name=News&file=article&sid=8425

Fatal error: Call to a member function Execute() on a non-object in /includes/pnSession.php on line 393