andrychow.pl


"Król Ubu" w Andrychowie - fotoreportaż

Artykuły / Lokalne wydarzenia
Data: Sobota , 11 Lipca 2015 - 13:03


Są obrazy, których się nie zapomina. "Król Ubu" należy do tych, które zapadają w pamięć z kilku względów. Aktualność, ponadczasowość i cała lawina skojarzeń do historycznej i obecnej rzeczywistości naszego kraju. Sztuka burzy spokój swoim przekazem, paraliżując umysł ludzi racjonalnie myślących. Nie jest to komedia romantyczna, w której wszystko toczy się zgodnie z kanonem. Wręcz przeciwnie, z aptekarską precyzją ukazuje następstwa fałszywej, naszpikowanej populizmem obłudy i walki o władzę toczonej bez pardonu, przez ludzi o wątpliwych ku temu predyspozycjach.

To już druga nasza przygoda z "Królem Ubu" w Andrychowie. W 2009 roku w Kinie Beskid, a konkretnie w działającym tam DKF-ie "Ftorek" po raz pierwszy mieliśmy okazję obejrzeć obraz należący do klasyki kina europejskiego i światowego w reżyserii Piotra Szulkina - "Ubu król". Główne role świetnie zagrali w nim Jan Peszek i Katarzyna Figura. Po 6 latach "Król Ubu" wrócił w przestrzeń sceniczną Andrychowa, tym razem wraz z zespołem teatralnym Narodowego Starego Teatru w Krakowie. Reżyserem spektaklu Alfreda Jarry jest Jan Klata - dyrektor Narodowego Starego Teatru. W rolę Ubu i Ubicy wcielili się Zbigniew W. Kaleta i Paulina Puślednik. Co ciekawe - częścią spektaklu był syn Jana Peszka - Błażej.

W roku jubileuszu 250-lecia Teatru Publicznego w Polsce Narodowy Stary Teatr wyruszył ze swojej siedziby, aby zagrać w 12 miastach Polski. To dobrze, że na jego trasie znalazł się Andrychów. Czy ta sztuka powinna znaleźć się w obecnych czasach w repertuarze mającym na celu promocję sztuki teatralnej? Przez cały czas szarpią nami ambiwalentne uczucia. Telewizja i radio transmitują przecież od kilku miesięcy "aktualną" telenowelę "Króla Ubu" - wylewając nam z głośników i monitorów obrazy współczesnej polskiej sceny politycznej. Klata podpatrując realia ostatnich kilku lat życia kraju w sercu Europy stworzył własną wizję "Króla Ubu" - odzwierciedlającą w starym tekście piętnastoletniego Alfreda nasze przeklęte, polskie neverending story.

Alfred Jarry - francuski dramatopisarz zapisał sie w historii literatury tym jednym dziełem. Żył w czasach 1873-1907, a powieść napisał mając lat 15. Polska była wtedy pod zaborami... Jego dwóch przyjaciół podsunęło mu pomysł pisząc poemat "Polacy" - którego bohaterem był nielubiany nauczyciel fizyki. Alfred przetworzył tekst, zmieniając również jego tytuł na "Ubu król czyli Polacy". Akcję umieścił w kraju, którego wówczas nie było... Umieścił go w Polsce.

Ech, ta historia. Czy współczesny "Król Ubu" dzieje się w Polsce? Gdyby wierzyć niektórym współczesnym, byłym już politykom, żyjemy w czasach, kiedy nasza ojczyzna istnieje tylko "teoretycznie". Obecny poziom debaty publicznej niewiele różni się od dialogów spisanych przez piętnastolatka sprzed 100 lat. Tekst dostrojono do czasów nam współczesnych i ... "Król Ubu" wylał nam na głowę ekskrementy aktualnego króla ptaków. W spektaklu aż roi się od skojarzeń z postaciami żyjącymi obecnie, słyszymy głos aktora naśladujący głównego bohatera "Potopu", do naszych uszu dociera kloaczna dyskusja elit, bezwzględność w dążeniu do władzy, wykorzystywanie wiary, obrzędów i symboli religijnych w osiąganiu swoich niecnych celów, przedmiotowe traktowanie Boga, przyjmowanie na siebie roli Zbawiciela przez osoby, które działając z wyjątkowo niskich pobudek pragną przejąć rząd dusz... Nasze oczy szczególnie kłuje słynna Pieta Michała Anioła, i targowanie się ze Stworzycielem przed obliczem najsławniejszego w Polsce Świętego Obrazu...

Wykorzystywanie przez współczesnych polityków wiary i Stworzyciela w osiąganiu doczesnych, politycznych celów zawsze bardzo mocno gra na naszych narodowych uczuciach. Fałszywa muzyka! No właśnie. Uszom reżyser spektaklu poświęcił osobny wątek. Przez cały czas widzom towarzyszy przeszkadzający dźwięk muzyki i szum klimatyzacji. Niby wszystko jest w porządku, ale w potoku poprawnych dźwięków ranią wciąż nowe fałszywe nuty. Piękne, znane nam przeboje katują wtrąconym nieładem. Nawet najsłynniejsza pieśń i najważniejsza modlitwa nie brzmi normalnie... Szum klimatyzacji towarzyszy bez przerwy, podobnie jak szum informacyjny docierający często z mediów. Przyzwyczajamy się do niego, traktując po jakimś czasie jak coś oczywistego. Samo życie. Jak na złość, zapewne już bez udziału i zgody reżysera, co jakiś czas reporterzy łamią zasady narzucone przed spektaklem, by nie fotografować, a już szczególnie nie chodzić po bocznych, skrzypiących podestach. Nawet ten element - kłując nasze uszy zgrzytem - wpisuje się w scenerię "Króla Ubu"...

Straszny "Król Ubu", rzeczywisty, realny, na wyciągnięcie ręki, prawdziwy. Ciągłe spiski, walka o władzę - doprowadzają nas prędzej czy później do wyniszczającej naród wojny. Takiej jak ta, która trwa obecnie. Bo trwa. Zginęło w niej już kilka milionów obywateli. Odeszli, zniknęli, wyjechali, nie mogąc się odnaleźć w swojej ojczyźnie...

Są różne rodzaje spektakli. Jedne wzruszają, skłaniają do łez, niosą nadzieję, straszą, trwożą - ten był totalny. Można w nim było znaleźć wszystkie wspomniane wcześniej uczucia. Teatr absurdu nie jest dla wszystkich. Na wstępie artykułu zastanawialiśmy się, czy ta właśnie sztuka powinna znaleźć się w obecnych czasach w repertuarze Narodowego Starego Teatru. Sztuka elitarna, wymagająca od widza wiedzy i wzniesienia się ponad własne i narodowe ja. Zrozumienia całości. Po bombardowaniu wzroku scenami, które zwykle odbywają się w ukryciu, po wyjątkowo denerwujących różowo-niebiesko-czarnych kostiumach, skarpetach w sandałach, dręczeniu uszu fałszywymi melodiami i słowami kaleczącymi umysł literatów pojawiła się w przestrzeni jedyna pozbawiona fałszu - doskonała kompozycja. Światowy przebój śpiewany przez Petera Gabriela i Kate Bush - Don't Give Up. Kto zna język angielski, ten bez kłopotu mógł wzruszyć się do łez nad obrazem, który pozostał po spektaklu na scenie, obrazem stworzonym podczas performansu, w którym na dmuchanego husara - symbol potęgi i sławy polskiej jazdy - wylano wiadro wody, krwawego kisielu i gruzu...

Ten właśnie obraz, przypominający granicami bryłę Polski, zbudowany na niestabilnym, wrażliwym podłożu z płyty paździerzowej, zlepku drewna, pod namiotem nad którym świeci 12 gwiazd, wymowny obraz w kolorach bieli i czerwieni w połączeniu z brzmieniem słów piosenki - "Don't Give Up" ... Nie poddawaj się, masz w nas przyjaciół, nadal jesteś niepokonana, wiem, że potrafisz się podnieść... zostanie nam w pamięci. Na zawsze.

Kolejny "Król Ubu" w Andrychowie. Kolejny, którego nie zapomnimy! Kto ma oczy - ujrzał, kto ma uszy - słyszał... Kto ma serce... czuł.

















Jarosław Skupień


Ten artykuł jest od andrychow.pl
http://www.nowiny.andrychow.pl/

Adres WWW tego artykułu to:
http://www.nowiny.andrychow.pl/modules.php?op=modload&name=News&file=article&sid=8295

Fatal error: Call to a member function Execute() on a non-object in /includes/pnSession.php on line 393