Wtorek , 24 Października 2017 - 13:18 
Szukaj  
Reklama
Katalog Firm
 · Losowa Firma :
Wins Systemy Komputerowe · Zobacz więcej informacji o tej firmie w Katalogu Firm
Katalog Firm
Ostatnio do Katalogu Firm dołączyły Firmy :

Pompy do wody SPM Jedność·Zobacz opis tej Firmy
Widpol S.C. Toczenie CNC, frezowanie CNC, wiercenie, gwintowanie·Zobacz opis tej Firmy
Dom Weselny Zielona Skarpa - Powiat Wadowicki, Andrychów, Sułkowice·Zobacz opis tej Firmy
FOLMAR - Marek Chrapkiewicz - Producent Opakowań Foliowych·Zobacz opis tej Firmy
DRUKPOL - Centrum Obsługi Biurowej·Zobacz opis tej Firmy
Zobaczcie

Stowarzyszenie
Uniwersytet
Trzeciego Wieku
w Andrychowie

Krótkofalarski
Klub Łączności
Delta SP9KUP

Licznik
Dzisiaj:554
Miesiąc:25192
Ten rok:306638
Ogólnie:5078179

Od dnia 01.05.2002
64. rocznica Akcji pod Arsenałem
Ewelina Prus-Bizoń
(Data publikacji 26-Mar-2007, Odsłon: 20733) Strona gotowa do druku
64. Rocznica

64. rocznica Akcji pod Arsenałem

Dziś (26.03.2007 r.) mija 64. rocznica Akcji pod Arsenałem.

W warszawskim Radiu dla Ciebie podano:

(...) Była to jedna z najważniejszych akcji zbrojnych Grup Szturmowych Szarych Szeregów, późniejszego batalionu "Zośka". Podczas akcji uwolniono harcmistrza Jana Bytnara "Rudego" oraz 20-tu innych więźniów politycznych, przewożonych z siedziby Gestapo przy Alei Szucha na Pawiak. Akcją dowodzili: całością Stanisław Broniewski, a bezpośrednio Tadeusz Zawadzki.

Niewiele wydarzeń z czasów okupacji obrosło taką legendą jak akcja pod Arsenałem. Została przeprowadzona w biały dzień, pod warszawskim Arsenałem, na skrzyżowaniu ulic Bielańskiej i Długiej. Harcerze zaatakowali furgonetkę przewożącą więźniów z siedziby gestapo w Alei Szucha do więzienia na Pawiaku. W odwecie za akcję zbrojną pod Arsenałem Niemcy zamordowali 140-tu więźniów Pawiaka.(...)

Od 1993 do 2003 roku pełniłam funkcję drużynowej VII Drużyny Harcerskiej B.I.S im. Akcji pod Arsenałem. Drużyna działała na terenie andrychowskiego Hufca ZHP im. Szarych Szeregów.

Kiedy rozpoczęliśmy "zdobywanie" imienia dla drużyny - czy jak to się szumnie nazywa w harcerskim kręgu - KAMPANIę "BOHATER", harcerze wymyślali jakie zadania będziemy realizować, wypełniać, by zasłużyć na miano imienia AKCJI POD ARSENAłEM.... Podczas "burzy mózgów" ktoś wymyślił, abyśmy pojechali całą drużyną na biwak do Warszawy (!) i tam min. prześledzili miejsce AKCJI, złożyli hołd Jej uczestnikom na cmentarzu powązkowskim oraz spotkali się z dowódcą Akcji - Stanisławem Broniewskim "Orszą" !!!

Jako drużynowa do pomysłu podeszłam baaardzo sceptycznie....
ale.... niemożliwe, dzięki zaangażowaniu członków drużyny i ich wspaniałych rodziców, okazało się możliwe.

W Warszawie spędziliśmy 4 dni.

Trwał słynny ogólnopolski Rajd ARSENAŁ... nasza drużyna nie mogła zostać zakwalifikowana do Rajdu ze względu na wiek większości członków..... VI DH HECA pojechała na Rajd, my - VII DH B.I.S byliśmy na bardzo nietypowym biwaku....


Do dziś nie zapomnę listu wysłanego dwa miesiące przed wyjazdem do druha Stanisława z prośba o spotkanie....Pamiętam, jakby to było wczoraj, jak otrzymałam odpowiedź i dzwoniłam na podany numer telefonu, by omówić szczegóły spotkania.....



Dh. Broniewski mimo choroby znalazł chwilę dla naszej drużyny! Zaproponował spotkanie z reprezentacją drużyny w swoim mieszkaniu na Mokotowie.
Odwiedziliśmy Go w trójkę: Agata Pawlak, Maciek Wojewodzic i ja.



Wspomnienia dot. Akcji oraz harcerskiej służby Stanisława Broniewskiego "Orszy" zostały zarejestrowane przeze mnie na taśmie magnetofonowej podczas naszej rozmowy 10 lat temu.

ROZMOWĘ spisałam i upubliczniam na www.andrychow.pl Niech to będzie taki nasz andrychowski ślad w historii AKCJI i Jej dowódcy.

O ARSENALE i przeżyciach związanych z akcją...

Tu mianowicie są dwie sprawy; pierwsza to ta, że akcja nie odbyła się od razu..... tylko najpierw była przygotowana. I nie mogła się odbyć - dlatego, że nie było jeszcze uzyskanej zgody dowództwa, a bez tego nie mogliśmy, nie chcieliśmy tego zrobić i wobec tego to jest moje duże przeżycie tak na pierwszy moment, prawda, że ta akcja się nie odbyła a jednak trzeba było być tam i trzeba było jaką decyzję podjąć. A drugi moment to jest ten, kiedy akcja się odbyła, ten pierwszy miał miejsce 23 marca 43, a drugi 26 marca 43 , trzy dni różnicy. Pierwszy jest akurat tego dnia, którego nad ranem był aresztowany Rudy i odbicie miało nastąpić od razu, więc szereg godzin tylko dzieliło mnie od niego, prawda, aresztowany był koło godz. 14, a akcja była o godz. 17, więc krótki czas na zmontowanie akcji. Wszystko zostało zmontowane, gotowe, poza jednym elementem, były tam różne drobiazgi, których brakowało, potem (26) się to poprawiło, ale głównym motywem - był członek, oficer Komendy Głównej Armii Krajowej, upoważniony do wydania decyzji, był nieobecny, to nie prywatny jakiś wyjazd to spowodował, ale on pojechał przygotowywać coś, nie pamiętam, w każdym razie było określone, że za kilka dni wróci, natomiast zastępca jego, dlatego nie chciał decydować, ponieważ to było wydarzenie wyjątkowe! To był pierwszy przypadek od 1939 roku, kiedy od obrony Warszawy przed kapitulacją był to pierwszy moment strzelaniny na mieście..... i nie było wiadome jak zareagują na to Niemcy. A można było rozmaicie myśleć..... i mogli oni zareagować straszliwie np. otoczyć całą dzielnicę i wystrzelać wszystkich mężczyzn, na przykład....

wobec tego zrozumieliśmy, że my takiej decyzji nie mamy prawa i nie tylko nie możemy i jest nam bardzo trudno psychicznie, ale nie mamy prawa (decydować), bo jest dowództwo które ma więcej elementów do podjęcia decyzji. Ma swój wywiad, który ma tam wtyczki jakieś w niemieckich urzędach, które wiedzą jak się reaguje, jakie są przepisy itd., ......... Wobec tego, gdy potoczyły się te godziny, o których mówiłem, toczyły się rozmowy i nie można ich było doprowadzić do końca. Ja byłem główną osobą w tych rozmowach bo z jednej strony był Zośka, Tadeusz Zawadzki, który namiętnie naciskał, żeby jednak ...., a z drugiej strony ja uważałem, że są gdzieś granice. ... że to nie jest nasza prywatna sprawa, że jest Polska, że jesteśmy odpowiedzialni za ludność.... no i był rozmówca ze strony Komendy Głównej AK, ten który nie chciał podjąć decyzji - Mietek Kurkowski, .... potem zginał zastrzelony podczas powstania w szpitalu niemieckim, więc skandalicznie (zginął), ale jednak tak było, ..... więc mimo tej decyzji trudnej, wspominam Go bardzo serdecznie Nadchodzi moment kiedy samochód za chwilę będzie, sygnał jest, wszystko się zgadza ... Sygnał będzie, że za chwilę ten samochód będzie jechał, ja zwracam się do Tadeusza, który był dowódcą ataku i mówię: "decyduję rozładować akcję", powtarzam swoje słowa, może dziś powiedziałbym to inaczej, ale takie one były, taka jest prawda historyczna. Patrzyłem mu w oczy przecież i to są jakieś ułamki i sekund.... bo to są takie momenty... i On z napięciem mówi, powiedział takie słowa: "chłopcom trzeba powiedzieć, że Rudy w tym transporcie nie jedzie..." Zrozumcie dramat sytuacji i wielkość sytuacji! Ten człowiek, który jest tak straszliwie zaangażowany, to jest Jego przyjaciel, w tym momencie kiedy dostaje rozkaz, zamiast zwalczać ten rozkaz, protestować, to on od razu próbuje powiedzieć jak go wykonać najlepiej! .... tzn. w jaki sposób jest najlepiej? Najlepiej to jest tak wykonać, żeby ci chłopcy tam już ustawieni, jest ich na placu 28, żeby oni wszyscy nie wzięli na siebie tej odpowiedzialności, tylko żeby oni poczuli, że są spokojni, rozchodzą się, bo go nie było. To my (z Tadeuszem) będziemy dźwigali to na sobie, tego rodzaju decyzję. Oczywiście odwołujemy. Chłopcy poszli, jak najszybciej znikają, bo taki był rozkaz... (znikają) za zakrętami, gdzieś pistolety chowają głęboko, a więc oddziału nie ma... I w tym momencie jedzie samochód ... i my stoimy tam na rogu... i on przejeżdża koło nas... i jest tak niedaleko ode mnie, przejeżdża tak ... (pokazuje) stąd wyjechał, przejeżdża i znika za zakrętem! Przeżycie straszne, wiemy że tam jest więzień. Ten opis sprawy zamieściłem w piśmie podziemnym pod tytułem chyba pod tytułem "Stach". Dlatego, że to był zmieniony pseudonim Zośki, a chodziło o to żeby zamazać... Chciałem, żeby to opisać.... i ja nazwałem te sekundy decyzji i odpowiedź Zośki "misterium karności" ... że przeżyłem misterium karności. Uważam, że rzeczywiście to jest rzecz którą trzeba przypominać, bo to w takim młodym sercu, prawda, w tak młodej decyzji - taka natychmiastowość reakcji jest fantastyczna! i to jest ten pierwszy przypadek, (...) to przeżycie tego dnia jest najważniejsze w tym pierwszym wydarzeniu akcji 23 marca.

W wydarzeniu 26 marca, kiedy ja dostałem już sygnał, że dowódca na którego czekaliśmy przyjechał, że przyszedł, że spotkał się już, ... ja się nie doczekałem na niego, czekałem na niego placu 3 krzyży przed "głuchoniemymi", tam jest taki zegar na ścianie... i już nie mogłem czekać. Pojechałem rikszą bo to wtedy się tak jeździło rikszami, pojechałem na swój "lokal" po broń i jeszcze telefonicznie słuchałem. ... i on przyszedł w ostatniej chwili, a czekał na niego mój zwierzchnik, Naczelnik Szarych Szeregów Florian Marciniak. Florian w jednej chwili opowiedział, to było minuty najwyżej - Rudy aresztowany, chłopcy chcą odbić, stoją już na stanowiskach, są gotowi, prosimy o decyzję - i rozmawiają i (Florian) opowiada idąc ku aptece, robią tak z 18 kroków i dzieje się coś takiego: otwierają drzwi do apteki i (Florian) nakręca numer do mnie, tam na ten nowy "lokal" i czeka i patrzy co powie, a dowódca mówi: "trzaskać" - tzn. wykonać, robić akcję. No i on (Florian) powiedział: "decyduję kupić ten towar". No i to jest ten drugi wielki moment. I znowu moje doświadczenie innego rodzaju, teraz ja już wiem, już mogę i przyjeżdżam, chłopcy są. Podchodzą do Zośki i ja mówię: "robimy", i tak jeszcze podobno zareagowałem, że podobno powiedziałem: "co nie cieszycie się?" - a oni tak w napięciu ....


Jak to się stało że druh wstąpił że harcerstwa?

18 .10. 1928 dawno?

Od naszego czasu spoglądając wstecz bardzo dawno..

.... Jeżeli chcesz to jeszcze dodamy do tego że najpierw przechodziłem przygotowanie do harcerstwa, tzw. zastępy przygotowawcze były... a 5 maja dwudziestego dziewiątego, czyli po pół roku składałem przyrzeczenie w Warszawie, na północnym skraju Warszawy. Tam był śliczny las, i taką smutną rzecz powiem teraz, smutną dla mnie, tam w tym lesie w tej chwili jest teraz cmentarz. Tamto miejsce nazwaliśmy kiedyś węglowa wólka i bawiliśmy się tam świetnie, takie są losy życia ... (...)

Czy zmieniły się dh obowiązki kiedy przeszedł z małego do dużego sabotażu?

Mały sabotaż.... ja byłem, komendantem chorągwi warszawskiej, od dnia 1 .10. 1941 objąłem chorągiew ... no i wtedy zastałem sytuację taką, że pierwsze akcje to był właśnie mały sabotaż natomiast potem, po 3 listopada 42, podzieliliśmy chłopców na grupy - starsi poszli do tzw. Grup Szturmowych, a młodsi pozostali w tzw Bojowych Szkołach. Różnica wieku to mniej więcej 15 lat, no i w związku z tym, ja odpowiadam, że wtedy przeszedłem do innych obowiązków spoza małego sabotażu... wtedy powstała nowa sprawa bardzo trudna Grupy Szturmowe i Grupy Szturmowe, jako swoją służbę miały Wielką Dywersję, skrót WD - Wielka Dywersja. To były rozmaite sprawy akcji bojowych, min. Arsenał, to jest jedna z takich akcji...

W związku z wprowadzaniem młodych ludzi w wielką dywersję, w to że oni muszą walczyć i zabijać, to się wiązało przecież z tym że oni jakieś takie piętno na siebie przyjmowali... oni zostawali napiętnowani na całe życie i czy na nich się to odbiło? Czy się nie odwróciły te role dla nich, bo według harcerskich zasad... no nie wiem czy mogę powiedzieć że nie powinni zabijać, ale czy te wartości w nich się jakoś nie zatraciły? Czy to nie było jakieś zagrożenie?

Druhna poruszyła bardzo istotną sprawę... Szare Szeregi, przecież to jest ZHP wówczas, prawda, Szare Szeregi, to jest kryptonim tylko ... ZHP było organizacją wychowawczą i w ogóle po to była, żeby wychowywać, a to co robiła to były narzędzia wychowywania, druhna jest drużynową... ho ho ho wysoko i druhna wie, że jest taka zasada w harcerstwie pośredniość wychowania, czyli nie wychowuje się przez gadanie, gadanie to jest na końcu dnia gawęda przy ognisku te 12 min, natomiast wychowuje się przez akty, czyli działanie, dobór działań, i w związku z tym to wychowanie odbywało się w sytuacji takiej, w jakiej człowiek, przyzwoity, porządny Polak musiał się znaleźć... Tzn. znalazł się w kraju, który został zajęty przez obce wojska, które się panoszyły tutaj nie tylko z punktu gospodarczego czy jakiegoś tam, ale zabijały ludzi, wywoziły .... i obowiązkiem młodego mężczyzny było bronić tych, którzy sami się bronić nie mogą, .... więc musiało powstać podziemne wojsko, my w tym podziemnym wojsku byliśmy i ci najstarsi szli do oddziałów, które to robiły...

Walka i zabijanie jest sprawą ogromnie trudna. .... i tutaj - mieliśmy wspaniałego kapelana.

Kapelanem naszym był ksiądz Jan Zieja. W tym roku została odsłonięta i poświęcona tablica ku jego czci w kościele przy Krakowskim Przedmieściu, w kościele wizytek...

Ksiądz Zieja był kapelanem wojskowym trzy krotnym, bo w 1920 roku, potem w 39 na froncie, a potem podczas Powstania Warszawskiego. Był kapelanem Szarych Szeregów. Bez przerwy stykał się z zagadnieniem życia i śmierci ... no i jednocześnie ten człowiek przechodzi do historii, a może będzie nawet jakiś proces beatyfikacyjny i kanonizacyjny potem? .... przechodzi (do historii), jako chorąży strzegący piątego przykazania "nie zabijaj" . Jak mógł pogodzić to wszystko? Mało tego! On jeszcze dopisał, .... miał u siebie w pokoju sztandar taki z wyszytym napisem "nie zabijaj", a pod spodem dopisane było "nigdy nikogo". Nie, żeby wybierać, że jak kogoś w obronie, to mogę, a jak nie to nie! I on tłumaczył to wszystko, że świat nie dojrzał jeszcze do tego, żeby mógł sprawy załatwiać inaczej jak tylko walką. Wobec tego mamy obowiązki, ale pozostaje jednak grzech zabijania. Z tym, że jednocześnie trzeb zapamiętać, że jest inne powiedzenie w Ewangelii, że nie ma większej miłości od tej, że ktoś życie swoje oddaje dla bliźniego swego. Więc jest tu sprzeczność i trudność ogromna, że człowiek część tego musi wziąć na swoje sumienie i z tym pójdzie potem tam się meldować w niebie gdzie trzeba...

Skąd się wziął druha pseudonim?

Pseudonimy... One się zmieniały. Dlatego, że funkcje się zmieniały, a poza tym jak było się na jakimś stanowisku, konkretnym stanowisku, to dla różnych spraw miało się różne pseudonimy. Pierwszy mój pseudonim to był HOWERŁA (?). Nie znacie tego, bo to w Polsce wschodniej, która pozostała teraz poza granicami kraju, to lwowskie... tam była wysoka góra na którą wchodziłem, to był najwyższy szczyt na który dotarłem .....
i tak dalej, nie będę wszystkich wymieniał - 23 pseudonimy, dużo, .... ten ("Orsza") wybrałem w momencie, kiedy zostałem komendantem chorągwi, (...), "Orsza", tak miedzy nami mówiąc po cichutku,... brzmienie mi się podobało, jakoś słuchowo... W Polsce przedwojennej byli wybitni wojskowi, np. był taki dowódca Olszyna. Podobało mi się coś z tego rodzaju żeńskiego... był kiedyś przed wojną z okresu 1905 roku wielki rewolucjonista polski Okrzeja....... natomiast potem jak przyszły czasy PRL, Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, dla mnie bardzo ciężkie, taka ona polska, a bardziej rosyjska!... to mnie bezpieka pytała, tak mnie pytali jak wy, to ja sobie uknułem taką odpowiedź i zawsze im odpowiadałem, zawsze tak samo: według trylogii Sienkiewicza - jest Kmicić chorąży orszański, a ja wiem dlaczego ich to drażniło, bo Orsza leży w Rosji na wielkim przełomie dróg ... wobec tego oni bali się, że to antykomunistyczne jakieś zamiary....

wspomnienia o Rudym, Alku, Zośce...

Np. w sytuacji Rudego, Alka, kiedy dostał postrzał w brzuch i leżał na ulicy Długiej, w momencie kiedy Niemcy nas ostrzeliwali ze wschodu, on mimo bólu wyjął granat, odwinął się, tak pamiętam tą prawa rękę i rzucił granatem, pamięta się taki fragment ...
Rudego pamiętam .... pogodnego, on nie był wcale rudy, był jasny blondyn ... pogodnego, wesołego chłopca, pamiętam, jak na jakiś podziemnym koncercie się spotkaliśmy, jak on zabierał głos, bo on się na tych rzeczach znał i je lubił, a potem pamiętam tą samą twarz skatowanego człowieka.... jak wyciągnięto go z więźniarki. Miał siwo, zielony wygląd, wygolona głowa, wszystko rozbite, a Tadeusz... może jest najpiękniejszą postacią! ... wspaniały człowiek, który miał jedną wielką cechę, mianowicie nikt tak jak on nie umiał natychmiast podjąć decyzji ..... i rzeczywiście zapamiętam, jak podczas akcji zaciął się jednemu z kolegów pistolet, i on zdenerwowany, a Zośka podbiegł do niego naprawił i oddał mu ...I przyszedł moment w Akcji pod Sieczychami 21. 08. 43 roku, kiedy on dowodził i kiedy był nasz atak na strażnicę niemiecką ,na granicy, która Niemcy zajęli ...rzucono granat i po tym granacie taki skok powinien być, bo jest taki moment, a w psychice człowieka jest tak, że mu się trudno w pierwszych sekundach poderwać się, wyjść z tego okopu, z tego ukrycia, i on właśnie w takich momentach był pierwszy. Poderwał się, wbiegł na ganek kopnął nogą w takie wrota i dostał kulę w tym momencie... jedyna kula w całej akcji. Wspaniały człowiek, zresztą długo by długo można o nim mówić..... wszystkich się pamięta żywo, o każdym mogę jak by przyszła okazja ... to mógłby gawędę o każdym opowiadać....

Akcja M - skąd się wziął taki pomysł , jakie były jej skutki i jak to działało?

Właściwie jestem twórca "akcji M". To ja ją wymyśliłem. Trudno jest statystycznie określić jakie były skutki. To jest jak w Ewangelii że trzeba iść i siać, a jedno ziarno padnie na ziemię żyzną, inne między ciernie itd. Więc nie wiem.... Rzeczywiście akcja była obmyślana dla tej młodzieży polskiej, która nie mogła być w konspiracji. Przecież konspiracja nie mogła się rozrosnąć... (.....) trzeba było pilnować, bo konspiracja była ścisła, trzeba było pilnować..... A trzeba było wymyślić coś (dla młodzież spoza Szarych Szeregów). Myśmy czuli obowiązek, my harcerze, obowiązek myślenia o tej młodzieży poza nami, że jesteśmy z nią ... np. akcja polegała, dam jeden tylko przykład, bo można byłoby wiele rozmawiać np., dwóch naszych chłopców szło przez miasto z piłką do gry i grali między sobą, a jak stało w grupkach wielu chłopców z sąsiedztwa, to zatrzymali się. Jeden położył nogę na piłce i pytali - co chcielibyście pograć ? popróbować? Itd. I w ten sposób nawiązywało się kontakt i potem już zostawiało się piłkę. "My tu przyjdziemy, to wy sobie grajcie..." W teren szły takie piłki, szły biblioteczki - "Może chcielibyście poczytać?" Potem dawaliśmy im również coś do wzmocnienia, bo młodzież była źle odżywiana, np. więc np. ........ dostawaliśmy od naszej delegatury rządu ten ..... i wtedy po takiej grze w piłkę dawaliśmy im..... (...) W ten sposób to szło w teren: książki, piłki itd. itd. Z tym że kłopot polegał na tym, że ci chłopcy, starsi .... chcieli być tak jak my i szereg przypadków kończyło się tak, że oni wstępowali do konspiracji. "Akcja M" - MŁODZIEŻ, piękna akcja...

Coś o konspiracyjnym dowodzeniu...

... na początku sam zebrałem swoją dawna drużynę [III WDH] i (chłopcy) zgodzili się być (w konspiracji), potem awansowałem. Byłem... mój zwierzchnik zadecydował... powołano mnie na komendanta hufca, potem komendanta okręgu Warszawa Południe, potem komendanta chorągwi warszawskiej, potem mój zwierzchnik - Florian Marciniak, kiedy on został aresztowany 6 maja 43, to ja wtedy po nim objąłem funkcję.

Ten który jest wyżej, wydaje rozkazy, a skoro wydaje rozkazy to jest wielka odpowiedzialność ... rozkaz musi być bardzo celowy, jednocześnie musi być bardzo prosty, bezbłędny jakiś. To jest wielka nauka, rozkaz i meldunek,... i to funkcjonuje to w takiej organizacji, musi funkcjonować. Tak Tadeusz Zawadzki dowodził Grupami Szturmowymi, jak zginął, wydął rozkaz- skok... on był zawsze w działaniu pierwszy...


Czy zdarzało się dh uczucie zwątpienia....i później, kiedy wie dh że musi to pokonać? Z czego czerpał dh siłę, żeby decydować? dalej działać?

To jest jedna z najtrudniejszych rzeczy.... mianowicie.

Myśmy się zdecydowali iść do konspiracji i nikt nie sądził w Polsce, że konspiracja potrwa 5 i pół roku, każdy myślał, że to pierwsze zderzenie się z Niemcami tzw. kampania wrześniowa we wrześniu 39, jeśli skończyła się, to mówiło się, że na wiosnę będziemy wolni, nawet mówiło się, że im słonko wyżej ... to wymieniało się tego dowódcę który był na zachodzie - Sikorski - tym Sikorski bliżej... a tymczasem to minął rok, drugi, trzeci, czwarty, piąty, i nic się nie zmieniało! I w związku z tym właściwie cały czas, każdy kto się zdecydował w tym być to miał codziennie, nie nakazany przez nikogo rachunek sumienia. Normalnie jak człowiek idzie spać to podejmuje jakieś decyzje. I zawsze przychodziło pytanie: "dobrze co dalej? Będę dalej ?" ... bo to nie było łatwe... i trudno sobie nawet wyobrazić, może nikt teraz sobie z tego nie zdaje nawet sprawy co było najtrudniejsze ...żadne tam strzelaniny, pistolety, nie! ...ale zwykła codzienność.

To, że istnieją dwa wyrazy "zawsze" i "nigdy". Jedne rzeczy robi się "zawsze" a innych nie robi się "nigdy". Dla przykładu - jeśli ja mam skrytkę w mieszkaniu, skrytką była taka półeczka na książki, otwierana była z boku, wsuwało się tam papiery i trzeba było dokładnie ją zamknąć, to zasada była, że "zawsze" trzeba było po "użyciu tego" przetrzeć ściereczką... bo jakby zostały ślady palców, to już nie chodzi o to, że to można powiedzieć czyje to palce, ale w ogóle zwracało to uwagę ... i trzeba było coś koło tego zrobić! Np. taka rzecz, że jak się było w tzw. "lokalu" czekało się na kogoś, kto miał przyjść na spotkanie, to był sygnał na drzwiach. Rozmaite były sygnały, pamiętam że miałem taki jeden, że była na dole w prawym rogu pinezka wepchnięta i zasada była taka "nigdy" nie zostawić (pinezki) kiedy się wychodzi, bo się spali wszystko, bo ta pinezka musi być.... wówczas to jest męczarnia straszna! ... człowiek chciał się odprężyć, powiedzieć sobie mam to, przepraszam, ... w nosie, i tak przez 5 i pół roku! I pomagało to, ze człowiek co wieczór spowiedź musiał odbyć przed sobą samym, że jest ktoś wyżej, kto nas słucha i wtedy człowiek podejmował decyzję o tym, że zostaje...

Wspominając tamtą wiosnę 1997 roku pragnę pozdrowić WSZYSTKICH członków VII Drużyny Harcerskiej B.I.S im. Akcji pod Arsenałem! CZUWAJ!

Stanisław Broniewski urodził się 29 grudnia 1915 - zmarł 30 grudnia 2000r., pseudonimy: Stefan Orsza, Witold, K. Krzemień .

Był Naczelnikiem harcerskiej konspiracji, harcmistrzem, podporucznikiem AK, ekonomistą (doktor habilitowany).

Został odznaczony:

  • Orderem Orła Białego (1995),

  • Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari (V klasy),

  • Krzyżem "Za Zasługi dla ZHP" z Rozetą i Mieczami.

Był Kanclerzem Kapituły Orderu Orła Białego i członkiem Kapituły Orderu Virtuti Militari.

Jest autorem publikacji dot. historii Szarych Szeregów i harcerstwa:

  • "Pod Arsenałem", (1983)

  • "Całym życiem. Szare Szeregi w relacji naczelnika" (1983),
     

     

  • "Florian Marciniak. Naczelnik Szarych Szeregów" (1988),

  • "O prawie harcerskim", (1984),

  • "To nie takie proste: moje życie", (2001),

  • "Trójka: zapiski o ludziach i wydarzeniach z dziejów 3 Warszawskiej Drużyny Harcerzy im. Xięcia Józefa Poniatowskiego", (2004),

Szczególnie zaiteresowanym, polecam jego autobiograficzną książkę - "To nie takie proste: moje życie"!

Ewelina Prus Bizoń

[Powrót do działu Historia Polski | Powrót do spisu działów ]

PostNuke Powered Site, GNU/GPL Licence, Administracja : wins@andrychow.pl , Telefon 502 740628
Wszystkie loga, znaki handlowe, treść, fotografie oraz skrypty i moduły na tej stronie należą do ich właścicieli.
Regulamin świadczenia usług :: Polityka prywatności :: Redakcja Za treść ogłoszeń i reklam nie odpowiadamy
Polityka strony dotycząca cookies
Korzystając z niniejszej strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki i polityką strony dotyczącą cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookies w Twojej przeglądarce.