Okupacja hitlerowska

Pierwsze wzmianki historyczne o Andrychowie

 

1 września 1939 roku, o 530 rano zawyły fabryczne syreny. Potem, nad Andrychowem przeleciały niemieckie bombowce. Był pierwszy piątek miesiąca. W kościele parafialnym odprawiano nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa...

Wykorzystując moment zaskoczenia - uzbrojone po zęby niemieckie wojska przekraczały w różnych punktach polską granicę państwową. Do Andrychowa podążali od strony Orawy. Był to XXII wiedeński korpus pancerny wchodzący w skład XIV armii gen.Lista. Od strony Bielska, w kierunku Wadowic i Kalwarii nacierał XVII korpus tej armii. Obronę na tym odcinku prowadziła Grupa Operacyjna "Bielsko" dowodzona przez gen. Mieczysława Borutę-Spiechowicza. Wchodziła ona w skład armii "Kraków" której dowódcą był gen. Józef Szyling. W rejonie Kalwarii walczył m.inn. dywizjon zmotoryzowanych ułanów 24 pułku, z 10 brygady kawalerii zmotoryzowanej dowodzonej przez samego Stanisława Maczka /wówczas - był on w stopniu pułkownika dyplomowanego/.

Dalszy przebieg zdarzeń militarnych - to znane fakty. Ich przytaczanie - nie jest niezbędne.

Kolumna wojsk niemieckich przetoczyła się przez Andrychów 4 września 1939 r. Potem przejechały tabory, a po nich przyjechali ci którzy mieli objąć władzę w mieście. Następnego dnia ukazały się w Andrychowie /odtąd nazywał się on Andrichau/ rozporządzenia władz okupacyjnych. Wprowadzono godzinę policyjną, ograniczono możliwość przemieszczania się ludności, wprowadzono obowiązek zdawania broni palnej i amunicji oraz nakazano zdawanie odbiorników radiowych. Sankcja była jedna - kara śmierci. Wezwano do otwarcia sklepów i "przywrócenia porządku w mieście". Zgodnie z planem niszczenia obiektów, przejawów i śladów kultury polskiej - faszyści zburzyli Pomnik Grunwaldzki na Górnicy, rozbili obmurowanie i tablicę założoną w stulecie Insurekcji Kościuszkowskiej przy źródełku pod Pańską Górą, zniszczyli kapliczkę i figurę Św.Floriana w Rynku, zrabowali dzwony kościelne oraz zniszczyli budynek d. Domu Robotniczego. Na własny użytek przejęli szereg andrychowskich budynków użyteczności publicznej. W komisaryczny zarząd poszły wszystkie większe zakłady pracy w Andrychowie, m.inn.: zakłady bawełniane Czeczowiczków, garbiarnia Mittlera, tartak hr. Bobrowskiego oraz wszystkie większe składy hurtowe. Kadrę kierowniczą obsadzili Niemcy. 

I sprawa zasadnicza. Na mocy późniejszego dekretu Hitlera z dn. 8 października 1939 r. o tzw. "podziale i zarządzie ziem wschodnich" - okolica Andrychowa wraz z miastem wcielona została bezpośrednio do III Rzeszy Niemieckiej /tzw. Rejencja Katowicka, Okręg Ochronny IV Bielsko/. Granica z tzw. Generalną Gubernią /był to jej, tzw. Dystrykt Krakowski - Zaskawie/ przebiegała wzdłuż rzeki Skawy. Niemieckie władze okupacyjne traktowały ziemie wcielone do Rzeszy jako "odwiecznie niemieckie" lub też widziały w nich "trwałe zdobycze terytorialne Niemiec". Mieszkańcy mieli być albo Niemcami albo cudzoziemcami przeznaczonymi do wysiedlenia lub likwidacji biologicznej.Pewna część Polaków miała być zaledwie siłą roboczą, dla reszty przeznaczono cyklon B, szubienice, rozstrzelania. Faszyści z zachodu bez ceregieli wyznaczali role dla ludności z podbitych terytoriów. Liczyła się tylko "rasa panów". Inni, przeznaczeni byli do eliminacji fizycznej. Kwestią był tylko czas unicestwienia. 

U części mieszkańców Andrychowa pierwsze tygodnie rządów okupacyjnych wzbudziły mieszane uczucia. Były nawet i wypowiedzi entuzjastyczne, szczególnie w sytuacji gdy Niemcy wypłacili zasiłki dla bezrobotnych. Lecz entuzjazm szybko opadł. Okazało się, że "zdobywcy" nikomu nie mieli zamiaru nic podarować. Wszyscy pobierający zasiłki zostali szybko zmuszeni do pracy, lub też - wywożeni do Niemiec. Poglądy więc zmieniały się. Nastąpiły aresztowania pośród inteligencji i potem - wśród działaczy robotniczych. Zaczęły się wysiedlenia. Z ogólnej liczby sześciu tysięcy mieszkańców Andrychowa - około dwa tysiące wywieziono na przymusowe roboty do Niemiec. Dla Żydów utworzono getto w rejonie ulic Szewskiej i Brzegów. Potem wywieziono ich do obozów zagłady. Przeżyła garstka z nich. Na terenie Andrychowszczyzny osiedlano kolonistów niemieckich z Besarabii i Bukowiny /Rumunia/. Z końcem 1943 roku Niemcy stanowili 12,8% ogółu mieszkańców obwodu andrychowskiego. W Andrychowie i przyległych gromadach zarejestrowanych było ok. 200 Volksdeutschów. Wiele podań o zgodę na podpisanie Volkslisty niemieckie władze odrzuciły... . Rozpowszechniło się donosicielstwo. Okupacja wyzwoliła u części ludzi najgorsze instynkty i nałogi. Wzrosło pijaństwo, gdyż w swym dążeniu do biologicznego wyniszczenia Polaków okupant dostarczał alkoholu w ilościach wręcz nieograniczonych i to po bardzo niskich cenach.

W samym Andrychowie - egzekucje ludności cywilnej nie miały miejsca. Jedyna egzekucja publiczna miała miejsce w dniu 14 kwietnia 1943 roku. Stracono wtedy przez powieszenie 9 mężczyzn. Byli to: Aleksander Góralczyk, Franciszek Lachendro, Tomasz Lachendro, Józef Migdałek, Rudolf Rusinek, Leopold Smolec, /imię nieznane/ Walusiak - wszyscy z Zagórnika. Dwaj pozostali zamordowani to prawdopodobnie bracia Brańka z okolic Mucharza.

Poważne utrudnienia przeżywały szkoły andrychowskie. Zamykano je na dłuższe okresy pod byle pozorem, okrojono program nauczania, szykanowano nauczycieli. Pozostawało tajne nauczanie - indywidualne, w konspiracji. W Andrychowie prowadzili je z narażeniem życia : Wiktoria Dalewska, Zofia Lenartowicz, Helena Chojecka /Wolf/, Agnieszka Żurek, Wiktoria Frąckiewicz, Jadwiga Zamojska, Maria Like, Wanda Malicka, Jan Niemiec, Felicja Plaskura, Władysław i Leokadia Cholewka, Janina Tonkin, Maria Czurej, Krystyna Starostka /Zambrzycka/, Jan Klimek, Matylda Gumoś, Stefania Bojkowska, Janina Kramarz, Józefa Pabiś. 

Na wsi, w tajnym nauczaniu uczestniczyli: Maria Kowalczyk, Maria Wygoda i Janina Filipek. Należy w szczególności podkreślić osobisty wkład pracy, odwagę, poświęcenie i zasługi dyrektor Wiktorii Dalewskiej, która śmiało i ofiarnie kierowała całym tym niezwykle ważnym, a przy tym - ryzykownym i niebiezpiecznym przedsięwzięciem. 


Ruch oporu w okupowanym Andrychowie nie nabrał większego rozmachu. Nie znaczy to, że w ogóle nie istniał. Tutejsze warunki organizacyjne i możliwości były jednak dlań zdecydowanie niekorzystne. O pewnych faktach należy jednak wiedzieć i pamiętać. Otóż - ruch partyzancki na terenach przyłączonych do Rzeszy rozwijał się znacznie słabiej aniżeli na pozostałych ziemiach polskich. Wynikało to ze znacznie mniejszych możliwości werbunku, licznych wysiedleń ludności polskiej oraz z postawy mieszkającej tu ludności niemieckiej, która dosyć ściśle współpracowała z wojskiem i policją - utrudniając akcje zbrojne partyzantów i ich ukrywanie się. Również zagęszczenie oddziałów wojsk niemieckich stacjonujących na tutejszych terenach było znacznie większe niż gdzie indziej. I tak, w Kętach stacjonował oddział policji rezerwowej w liczbie ok. 300 osób, w Goczałkowicach - takiż oddział ok. 200-tu osobowy, a w Międzybrodziu stacjonował oddział Vermachtu przeznaczony do obsługi balonów zaporowych. Odpowiednio wzmocnione były również posterunki policyjne. Niemcy organizowali też dodatkowo i szkolili do walki z partyzantami licznych szpiegów, donosicieli i konfidentów. Była jeszcze jedna sprawa. W trzech andrychowskich fabrykach prowadzono w czasie wojny produkcję zbrojeniową. Miasto i okolica, także i z tego powodu podlegały dodatkowemu zabezpieczeniu.

Pomimo tych utrudnień, w Andrychowie i okolicy powstał jednak ruch oporu, a jego polityczny profil dość wiernie odzwierciedlał przedwojenne sympatie i podziały ideologiczne tutejszego społeczeństwa. Przede wszystkim - wyróżnić trzeba organizację Armii Krajowej. Komendantem obwodu wadowickiego /z siedzibą w Andrychowie/ Związku Walki Zbrojnej /potem - AK/ był p.porucznik rezerwy, dr med. Apolinary Wietrzny /ps. "Wiktor"/ - znany andrychowski lekarz. Jego zastępcą był Tadeusz Wolf /ps. "Ryś"/ - nauczyciel z Andrychowa, a dowódcami plutonów: Władysław Zawiła, Jan Prus, Antoni Buda, Roman Fiszebrandt, Jan Stachera i Marian Puch. Z organizacją ściśle współpracowali m.innymi: Alojzy Stuglik /fotograf/, ks. Kazimierz Kasprzyk, grupa robotników z "Czeczowiczki" oraz przedwojenni wojskowi. Stały kontakt z organizacją utrzymywał ks. Józef Sanak /ps. "Kapelan"/. Pomagano przede wszystkim zagrożonym i poszukiwanym. Były i inne formy walki i pracy. Nie ma informacji na temat włączenia się andrychowskich socjalistów do działalności w Gwardii Ludowej oraz później - w Organizacji Wojskowej Pogotowia Polskich Socjalistów. Wiadomo natomiast, że kierownictwo tutejszej organizacji PPS odmówiło współpracy z komunistami. Gdy idzie o organizacje komunistyczne PPR - pierwsza komórka PPR na tutejszym terenie powstała w Targanicach we wrześniu 1942 r./Władysław Pasternak/, a latem 1943 r. zorganizowano komórkę PPR w Andrychowie /Władysław Żywioł/.

Działania zbrojne Armii Ludowej na tym terenie były niewielkie, a w Andrychowie - żadne. Jeszcze w r. 1944, na kilka miesięcy przed wkroczeniem Armii Czerwonej powołano w Targanicach i w Andrychowie konspiracyjne rady narodowe. Podstawą były odpowiednie "instrukcje", które otrzymały komórki PPR. 

Tymczasem, od początku stycznia 1945 r. rozpoczęła się masowa ucieczka niemieckich osiedleńców z Andrychowa. Zbliżał się front. 15 stycznia 1945r. rozpoczęła się decydująca o tym fragmencie wojny ofensywa wojsk IV frontu ukraińskiego dowodzonego przez gen. Iwana Pietrowa. Wtedy to, 38 armia gen. Kiriła Moskalenki wspomagana korpusami 60 armii - uderzyła na Jasło i Gorlice, a 24 stycznia, bez walki zajęła Kalwarię. Rozpoczęło się kolejne przygotowanie lotnicze i artyleryjskie. 26 stycznia, około 14-tej, po wysadzeniu mostów na Skawie Niemcy wycofali się z Wadowic w kierunku Andrychowa. Tu zajęli stanowiska bojowe w przygotowanych jeszcze jesienią 1944 roku okopach strzeleckich oraz rowach przeciwczołgowych z gniazdami karabinów maszynowych i zasiekami z drutu kolczastego. Przygotowano również stanowiska artyleryjskie na Pańskiej Górze, Jawornicy i Złotej Górce. Zaminowano kluczowe obiekty miasta. Po ostrzale artyleryjskim - Sowieci natarli od strony Inwałdu i Wieprza. W wyniku akcji czołgów przypuszczono szturm na Pańską Górę i dworzec kolejowy. Ale żołnierze 17 armii niemieckiej nie utrzymali się w Andrychowie. Około godziny 23-ciej zaczęli się wycofywać przez Targanice i Czaniec w Beskid Żywiecki. Tam, niektóre ich oddziały nawet jeszcze w maju 1945 roku walczyły desperacko, już po formalnym zakończeniu wojny oraz po bezwarunkowej kapitulacji Niemiec. Zachodzi pytanie - po co, ale od razu należało by postawić następne - komu i do czego potrzebna była tamta wojna?! 

Wycofując się z Andrychowa Niemcy wysadzili w powietrze most kolejowy, podpalili magazyny na Herbstówce oraz przede wszystkim - zakłady bawełniane. Na więcej nie było właściwie czasu ... W sobotę 26 stycznia, przed południem - ostatni żołnierze Vermachtu wycofali się z Andrychowa. W nocy z soboty na niedzielę (26/27) stycznia spadł śnieg. Trzeba było bardzo uważać na miny, których sporo pozostawiło wycofujące się niemieckie wojsko.

W niedzielę o 630 rano, od strony Zagórnika wkroczyły do miasta pierwsze oddziały Armii Czerwonej. Dla miasta i okolicy wojna nareszcie zakończyła się.

Po wojnie ludzie wzięli się do pracy. Była jej moc, na każdym kroku. Imali się częstokroć zadań niemożliwych. Wykonywali je pięknie, nie pytając o nic, przede wszystkim o zapłatę. Zresztą, kto i czym miał płacić skoro brakowało wszystkiego? Dziś, trudno o tym opowiedzieć. Jak opisać tę biedę, która wyglądała zewsząd, jak ukazać głód który zagrażał powszechnie, te wszy i gnidy od których roiło się w szmatach z łat w których chodziło wielu ludzi. Ile poniewierki i krzywdy nacierpiało się tamto pokolenie. A tu i ówdzie wyrastały nagle fortuny tych co to szabrowali i zagarniali wszystko co nawinęło się pod rękę. Nie były to łatwe czasy. W roku 1945, olbrzymim wysiłkiem wielu wspaniałych zaczęto w Andrychowie budować - właściwie od podstaw - zręby tak potrzebnego zniszczonemu i umęczonemu wojną krajowi przemysłu. To zresztą była też szansa podźwignięcia Andrychowa i okolicy z biedy, zacofania i beznadzieji jakie dotąd były udziałem sporej części tutejszych ludzi.

W mieście, oprócz tradycji dawnej firmy Czeczowiczków, części zachowanych lecz zniszczonych przez wojnę obiektów, maszyn i urządzeń tej fabryki trudno było na czymś bazować. Nie wszyscy przeżyli, a wojna rozrzuciła ocalałych po świecie. Nie było więc kadry, środków finansowych i materialnych, możliwości. A jednak przystąpiono do odbudowy zniszczonego zakładu włókienniczego, potem - zaczęto tworzyć zakład metalowy, a po roku - drugi zakład maszynowy. Czy ktoś wtedy marzył o kombinacie przemysłu bawełnianego, liczącej się fabryce silników wysokoprężnych oraz znanej fabryce obrabiarek? Ano właśnie! A jednak takie zakłady w Andrychowie powstały i funkcjonują, droga jednak do tego była długa i mozolna.



andrychow.pl © 2002
http://www.nowiny.andrychow.pl/