Bielski ślad na Czarnohorze
Zbigniew Kubień

64. Rocznica

... Między Groniem Jana Pawła II a Leskowcem
leży Przełęcz Władysława Midowicza.
Niewielu ludzi z naszego regionu wie,
ile dobrego ten człowiek zrobił dla Beskidu Małego! ...

Zbigniew Kubień

BIELSKI ŚLAD NA CZARNOHORZE

Najwyżej położonym i na stałe zamieszkanym miejscem w Polsce przedwojennej był budynek Obserwatorium Meteorologiczno-Astronomicznego PIM im. marszałka Józefa Piłsudskiego na Popie Iwanie (2026 m n.p.m.) w paśmie Czarnohory, stanowiącym południowo-wschodnią rubież naszego kraju.

Obiekt ten ma również związek z Podbeskidziem poprzez kierownika górskiej placówki - Władysława Midowicza.

Wprawdzie urodził się w Mikuliczynie (w 1907 roku) nad Prutem (dawne województwo Stanisławowskie), ale ukończył renomowane gimnazjum im. Adama Asnyka w ówczesnej Białej Krakowskiej. Budowa obserwatorium trwała niecałe dwa lata i to w niezwykle trudnych warunkach terenowych i klimatycznych, i była nie lada wyczynem sztuki inżynierskiej, a także sprawnych rąk setek zatrudnionych tam Hucułów.

Robotami budowlanymi przy wznoszeniu obserwatorium kierował inż. Adolf Meissner ze Lwowa – stryjeczny brat autora książek o tematyce lotniczej. Obserwatorium powstało ze składek społeczeństwa skupionego w LOPP i kosztowało aż milion ówczesnych złotych. Było jednym z najnowocześniejszych obiektów tego typu w Europie i słynęło z najpiękniejszej panoramy w Polsce. Było zaopatrzone we własną siłownię, wyposażoną w agregaty Diesla i akumulatornię, zespół pomp elektrycznych oraz centralne ogrzewanie wodne z kotłów opalanych ropą.

Uroczystość otwarcia placówki odbyła się 29 lipca 1938 r. Obserwatorium było olbrzymim gmachem zbudowanym z kamienia w kształcie litery „L”; składało się z pięciu pięter, w tym dwie kondygnacje wykute były w skale. Wyposażone było w astrograf i refraktor zbudowany na zamówienie w angielskich firmach. Oficjalnie, miejsce pod przyszłe obserwatorium wytypowali astronomowie warszawscy, ale obiekt ten został wybrany przede wszystkim pod kątem przydatności wojskowej. Powstał on bowiem na gorącym obszarze wielonarodowościowego tygla, u styku trzech, świeżych jeszcze granic państwowych, a tuż obok znajdowała się Ruś Zakarpacka – istna beczka prochu z opóźnionym zapłonem.

Niezwykle starannie wyselekcjonowano człowieka, który został kierownikiem tej ważnej dla obronności państwa placówki. Musiał być dobrze wykształcony, znający świetnie góry, o wielkim doświadczeniu logistycznym /trzeba było zaopatrywać obserwatorium w dużą ilość paliwa i żywności/, doskonale znający teren i biegle władający językiem ukraińskim.

I znaleziono takiego człowieka. Został nim właśnie 30-letni wówczas Władysław Midowicz. Jego obszerny biogram pomieszczono w „WET” Paryskich, ale nie ujawnia ona wszystkiego. Otóż, Władysław Midowicz był doświadczonym kadrowym pracownikiem wywiadu wojskowego Oddziału II Sztabu Głównego WP. Obserwatorium stale zamieszkiwało kilkanaście osób /zmieniających się rotacyjnie/; w tym była placówka ochronna Straży Granicznej.

Warto wspomnieć chociażby niektóre nazwiska uczonych, którzy pracowali na Popie Iwanie: prof. Włodzimierz Zonn, mgr Maciej Bielicki, dr Jan Gadomski i prof. Eugeniusz Rybka. Zastępcą W. Midowicza był Stefan Szczyrbak, z wykształcenia astronom. Doskonałym mechanikiem opiekującym się skomplikowanymi urządzeniami był Wł. Szewczyk.

Obserwatorium znajdowało się na całkowitym odludziu, za wyjątkiem małego schroniska Sekcji Narciarskiej AZS Warszawa pod Smotryczem. Gospodarzem obiektu był Ludwik Ziemblic, również pracownik kadrowy polskiego wywiadu i także człowiek o niezwykłym życiorysie.

Wojna w Karpatach zaczęła się już jesienią 1938r. na Rusi Zakarpackiej. O cząstkę górskiej schedy po dogorywającej Czechosłowacji pretendowały ościenne państwa i narody. Do walki włączyły się również polskie oddziały dywersyjne spod znaku Bojowej Akcji Karpackiej, które wespół z dywersantami węgierskimi Rongyos gárdisták walczyły o przyłączenie tych terenów w granice Węgier.

W połowie marca 1939 r. armia węgierska wkroczyła do Rusi Zakarpackiej. Miano nawet upamiętnić to wydarzenie wydaniem wspólnego polsko-węgierskiego znaczka pocztowego. Teraz granica polsko-węgierska dochodziła prawie do samych murów obserwatorium. Spokój nie trwał długo.

Nastał pierwszy września 1939 r. Na wieży obserwatorium zainstalowano dwa szwajcarskie oerlikony – doskonałe działka przeciwlotnicze kalibru 20mm, ale nad obiektem nie pokazały się żadne samoloty. Dla mieszkańców Popa Iwana groźniejsze były wojska sowieckie, które ruszyły na Polskę 17 września 1939 r. Obsada placówki opuściła obserwatorium zgodnie z rozkazami „mob.”, a więc w dobę po uderzeniu agresora ze Wschodu. Równocześnie zniszczono nowoczesną łączność radiotelefoniczną oraz zdemontowano specjalne soczewki i części astrografu. Następnie obsada placówki ewakuowała się wraz z karawaną jucznych koni huculskich na węgierską stronę, a ich trasa zejściowa była chroniona przez wzmocniony patrol węgierski z bronią maszynową.

Dalsza droga wojenna W. Midowicza wiodła przez Węgry , Jugosławię, Włochy i Francję do W. Brytanii, gdzie służył w polskim lotnictwie.

Tak tragiczne są dalsze dzieje obserwatorium, jak tragiczne były losy Kresów Wschodnich. W 1939r. obiekt przejęły wojska sowieckie; z końcem czerwca 1941r. budynek zajęli Węgrzy, których placówka wycofała się stamtąd początkiem grudnia z powodu braku opału. W 1943 r. obiekt uległ całkowitej dewastacji, głównie przez Hucułów, dla których szczególną gratką były ogromne miedziane dachy. Ale mury o grubości 2 metrów, klatki schodowe i korytarze trzymają się zupełnie dobrze.

Kilka lat temu rozważano poważnie zamysł restytuowania działalności obserwatorium. Projekt taki padł na polsko-ukraińskim sympozjum w 1995r. Zaproponowano nawet nazwę dla placówki naukowej: Ukraińsko – Polskie Obserwatorium Badawcze na górze Pop Iwan w Czarnohorze.

Foto : Tomasz Guzdek

Foto : Tomasz Guzdek

Foto : Tomasz Guzdek

Foto : Tomasz Guzdek

Foto : Tomasz Guzdek

Foto : Tomasz Guzdek

Foto : Tomasz Guzdek

Foto : Tomasz Guzdek

Foto : Tomasz Guzdek

Foto : Tomasz Guzdek

Foto : Tomasz Guzdek

Foto : Tomasz Guzdek

Foto : Tomasz Guzdek

Foto : Tomasz Guzdek

Foto : Tomasz Guzdek

Foto : Tomasz Guzdek

Foto : Tomasz Guzdek

Foto : Tomasz Guzdek

Foto : Tomasz Guzdek

Foto : Tomasz Guzdek

Foto : Tomasz Guzdek

Foto : Tomasz Guzdek

Foto : Tomasz Guzdek

Foto : Tomasz Guzdek

Foto : Tomasz Guzdek

Foto : Tomasz Guzdek

Foto : Tomasz Guzdek

Póki co, warto odwiedzić Planetarium Śląskie w Chorzowie i zobaczyć część oryginalnej aparatury obserwacyjnej, które została ewakuowana pamiętnego 18 września 1939r. z Popa Iwana.

Czy ożyje kiedyś Biały Słoń, bądź Pałac na Czarnohorze, jak patetycznie nazywano budynek polskiego obserwatorium na Popie Iwanie w uroczym paśmie Czarnohory?!

 


 

A poniżej - dodatek - rzeczy niezwykłe - wielokrotnie prekursorskie w polskiej(!) publicystyce, które autor artykułu otrzymał w prezencie od Władysława Midowicza. Te wydawnictwa - niszowe i niskonakładowe już w momencie ich pojawienia się były trudno dostępne.

Historia Koła PTT w Andrychowie ciągle czeka cierpliwie na swojego kronikarza-odkrywcę, a temat to ciekawy niezmiernie dla historyków i miłośników historii turystyki w Górach Zasolskich. Tak blisko to, a tak daleko! Poznajmy wreszcie zręby naszej rodzimej turystyki!

 


Materiał ze zbiorów archiwalnych Zbigniewa Kubienia

 


Materiał ze zbiorów archiwalnych Zbigniewa Kubienia

 


Unikatowa(!!!) ulotka wydawnictw PTT która reklamuje - m.in. publikacje Władysława Midowicza.
Przypominamy - przed wojną istniało Polskie Towarzystwo Tatrzańskie, a PTTK powstało po II wojnie światowej
Materiał ze zbiorów archiwalnych Zbigniewa Kubienia

 


Materiał ze zbiorów archiwalnych Zbigniewa Kubienia

 

W książce Wł. Midowicza pt.GAWĘDY KARPACKIE, na str.73-78 można wyłuskać sensacyjne andrychoviana; w rozdziale zatytułowanym ŚMIERĆ W ŚNIEŻNEJ BURZY. Rzecz dotyczy największej tragedii, jaka się wydarzyła w Masywie Babiej Góry-wówczas śmierć poniósł cały-czteroosobowy-zespół narciarski z Andrychowa i Wadowic! Wypadek ten położył się cieniem na przedwojenną turystykę w Andrychowie-resztę dopełniła szybko nadciągająca wojna.

Pan Midowicz osobiście znał andrychowskich (przedwojennych) działaczy Koła Andrychowskiego PTT (przed wojną było Polskie Towarzystwo Tatrzańskie, które zajmowało się wszystkimi górami w Polsce). W lutym 1935 roku to on znalazł zamarzniętą trójkę andrychowskich i wadowickich narciarzy pod szczytem Babiej Góry - (kierownika zespołu - Kazimierza Frysia znaleziono dopiero w maju)


Materiał ze zbiorów archiwalnych Zbigniewa Kubienia


Materiał ze zbiorów archiwalnych Zbigniewa Kubienia


Materiał ze zbiorów archiwalnych Zbigniewa Kubienia


Materiał ze zbiorów archiwalnych Zbigniewa Kubienia


Materiał ze zbiorów archiwalnych Zbigniewa Kubienia

Broszurka pt. ZASADY TURYSTYKI GÓRSKIEJ - KRAKÓW 1982, ukazała się w nakładzie 400 egzemplarzy! Na str.16-17 również są andrychoviana - opisana tragedia narciarzy z Andrychowa i Wadowic, ale w szerszej optyce i omówiona jako tragiczny wypadek w górach.


Materiał ze zbiorów archiwalnych Zbigniewa Kubienia


Władysław Midowicz był pierwszym polskim znakarzem w Górach Zasolskich.
Materiał ze zbiorów archiwalnych Zbigniewa Kubienia

 

Na zakończenie - kolejna ciekawostka : Pomiędzy Groniem Jana Pawła II a Leskowcem - znajduje się Przełęcz Władysława Midowicza.

Powyższe materiały (publikacje) otrzymałem w prezencie od samego Autora, z którym korespondowałem przez szereg lat - aż do Jego śmierci.

 


Zbigniew Kubień - Foto nr 1 : Słup graniczny dóbr Potockich z XIX w.,który znajduje się obok "HRABSKICH BUTÓW" wyeksponowanych przed schroniskiem "Leskowiec" na Groniu Jana Pawła II.


Zbigniew Kubień - Foto nr 2 : Tablica z nazwą : PRZEŁĘCZ WŁADYSŁAWA  MIDOWICZA została prawie wchłonięta przez okazały buk.


Zbigniew Kubień - Foto nr 3 :Tablica informacyjna dot.Władysława Midowicza.


Zbigniew Kubień - Foto nr 4 : Schron przeciwdeszczowy na szczycie Leskowca.


Zbigniew Kubień - Foto nr 5 : Drewniany krzyż na szczycie Leskowca ma już równe 10 lat.


Zbigniew Kubień - Foto nr 6 : Stacja GOPR na Groniu Jana Pawła II.


Zbigniew Kubień - Foto nr 7 : Schronisko "Leskowiec" na Groniu Jana Pawła II.


Zbigniew Kubień - Foto nr 8 : Schronisko "Leskowiec" nosi imię Czesława Panczakiewicza

 


Zbigniew Kubień

Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone.



andrychow.pl © 2002
http://www.nowiny.andrychow.pl/