Był u nas człowiek-legenda : Włodzimierz Wowa Brodecki

 

 Wowa Brodecki

Honorowy Dowódca Krakowskiego Szwadronu Kawalerii im. Marszałka Józefa Piłsudskiego, honorowy major : Włodzimierz Wowa Brodecki


 

Parę słów o sobie? Konno jeżdżę od dziecka. Od 1970 roku postanowiłem i spełniam swoje marzenia jeżdżąc na samotne rajdy długodystansowe szlakami walk oręża polskiego, tam gdzie walczyli Polacy. Tam próbowałem dojechać, tam próbowałem być. I tak - pierwszy rajd taki wielki to z Chełma Lubelskiego do Sandau. Chełm - Lublin - Warszawa - Bydgoszcz - Mrzeżyno - Szczecin - Gozdowice - Berlin - Sandau. Taka wyprawa to 2.5 tysiąca kilometrów, 3 miesiące jazdy. I tak powtarzałem takie rajdy co 5 lat szlakiem I Samodzielnej Brygady Kawalerii w której służył mój ojciec, a więc byłem bardzo emocjonalnie z tymi podróżami związany.

Natomiast później pomyślałem sobie, że juz trzeba ruszyć gdzieś dalej. W 1984 roku zrobiłem pierwszy samotny rajd konny szlakiem walk II Korpusu Polskiego. Z Krakowa przez Czechosłowację (wtedy to Czechosłowacja była - 84 rok) a więc przez dzisiejsze Czechy, Słowacje, Węgry, Jugosławię, przepłynąłem Adriatyk promem i z Ankony do Pescary już konno wzdłuż Adriatyku do Monte Casino. 

Odbywał się tam akurat I Światowy Miting Pokoju, więc prowadziłem defiladę bojowego sprzętu, który walczył w 1944 roku pod Monte Casino. To była wielka! wielka! wielka! feta dla mnie, wielkie wyróżnienie dla Polaka! Krakowianina!

Później przez Rzym, Ankone z powrotem do Krakowa. Wtedy akurat przyjechałem do Krakowa 11 listopada. Była to znakomita wielka uroczystość. Wszystkie kluby jeździeckie wyjechały mnie powitać na Rynek więc było to wspaniałe wielkie wydarzenie dla mnie i dla nich również, nie mówiąc o tym że i mieszkańcy Krakowa przyjęli mnie i nas wszystkich wspaniale.
 

Na Monte Casino jeździłem co 10 lat (1984, 1994, 2004) natomiast w 1989 zrobiłem rajd szlakiem generała Maczka i od Jordanowa do Lwowa tak jak w 1939 r. maszerowała I Zmotoryzowana Brygada Pancerna gen. Maczka (wtedy był pułkownikiem) Później pojechałem do Normandii czyli do Francji, potem Belgia, Holandia, Niemcy. I to był cały szlak bojowy I Zmotoryzowanej Brygady Pancernej gen. Maczka.

Czy próbowałem policzyć ile km przejechałem w siodle? Tak. Ponad 35000 km w siodle tylko rajdach długodystansowych - bo po Polsce jeżdżę równieć - szlakami kopców. W następnym roku wyjeżdżam na Normandię. Każde lato to jakiś rajd - z tym, że co 5 lat jeżdżę za granicę na wielkie rajdy a po Polsce to takie 300, 400, 500 km. To już dla mnie są spacerki :)

Związek z aktorstwem? No - od tego wszystko się zaczęło. W 1969 roku zagrałem w pierwszym filmie. Tam powstał pomysł rajdów. To był "Tramp" w reżyserii Anny Wierzbickiej, a póżniej były filmy "Crimen", "Kanclerz", "Wszyscy i nikt" wojenny gdzie oficera kawalerii grałem, w "Ogniem i Mieczem" pisarza Chmielnickiego, z tych wydarzeń większych - w "Liście Schindlera" - pierwsza scena jest ze mną. Grałem tez Króla Kazimierza Wielkiego, ostatnie dni czyli okres starczy i upadek z konia, polowanie ze swoim koniem kaskaderskim, który też ma na imię Casino bo się urodził po rajdzie konnym pod Monte Casino.

W tej chwili mam 3 konie w Krakowskim Klubie Jeździeckim w którym jeżdżą sportowo, Casino jest na emeryturze jeździeckiej. Jeżdżę w krakowskim szwadronie ułanów.

Związki z teatrem? Związany jestem z Teatrem Ludowym. Teraz oprócz pracy gram również Ryszarda III

Najpiękniejsze wydarzenie w życiu? To bezsprzecznie moment, kiedy wjechałem na wzgórze Monte Casino. Wszedłem, nie wjechałem. Na samą górę szedłem w mundurze - haftki nawet nie rozpiąłem. Tu jest kolega Józef który jeździ konno więc wie jak ułan przez tyle godzin musi jechać w upale i nie ma prawa się rozpiąć. To jest mundur przedwojenny. My reprezentujemy oficerską elegancję. Na wzgórze szedłem 3 godziny.

Po złożeniu symbolicznej wiązanki kwiatów, gdy schodziłem ze wzgórza zatrzymał mnie dziennikarz z Rzymu i zapytał czy ja jestem Polako - Militare - Kombatanto - Orginalo ? Ja mówię - Nie - Polako Militare - tak - ale No Kombatanto. 

I propozycja - czy ja bym mógł z biało-czerwoną flagą, na koniu, w mundurze poprowadzić defiladę bojowego sprzętu na Pierwszym Światowym Mitingu Pokoju. To było tak wielkie wydarzenie, że to po prostu - w momencie kiedy ja przejeżdżałem przed trybunami honorowymi na których Atache wojskowi wszystkich państw biorących udział w konflikcie w 1944 roku salutowali, kombatanci pochylili sztandary, ja salutowałem - to niech mi pan uwierzy - uwierzy mi Pan? Nie powiedziałbym jak się nazywam! Takie wzruszenie, że ja Polak! Nie ja Wowka - nie! Ja! Polak! tutaj przed wszystkimi tak jak Polacy - 12 Pułk Ułanów zawiesili swój proporczyk - tak ja z tą biało-czerwoną flaga przedefilowałem pod wzgórzem Monte Casińskim. To było niesamowite uczucie!

Podobnie jak byłem w Normandii - był zjazd Maczkowców. Ja byłem na Mszy Św. w polskim mundurze oficera września razem z moim koniem. Połowa ludzi patrzyła w moją stronę ... , szablą salutowałem podczas poniesienia i czytania Ewangelii - zaprezentowałem naszą oficerską musztrę, tradycję, to wychodzi samo z siebie. Wszyscy byli niezwykle wzruszeni! Póżniej kapelan przyszedł i gratulował mi. 

Skąd zainteresowanie końmi? Ojciec był w Wołyńskiej Brygadzie Kawalerii, wychowałem się na osadzie wojskowej Piłsudzki. Nie pamiętam momentu od mojego urodzenia, żeby nie było konia. Teraz kontynuacja rodzinnej tradycji - mój czternastoletni syn jeździ ze mną.

Jakieś wspomnienia związane z Ameryką? Tak. W 1977 roku miałem propozycję przejechania na arabach hodowanych przez oficerów, byłych polskich oficerów po wojnie, którzy zostali w Ameryce, oficerów od Andersa, od generała Maczka, od wszystkich polskich hodowców koni arabskich w Ameryce i w Kanadzie - miałem propozycje złożoną przez Generała Florianowicza - możliwość przejechania konno wszystkich Stanów i Kanady na arabach polskiego pochodzenia. Oczywiście ... nie dostałem paszportu, bo jakiś ... w komunie nie dał mi paszportu. A byłbym dzisiaj jednym z najsławniejszych ludzi świata w takim jeździectwie. Nie mówiąc, że i Polska miałaby w związku z tym wielki prestiż.

Jak mi się podoba w Sułkowicach w Stajni Hucuł u Józefa Brzazgacza? Z Józefem od lat spotykamy sie na różnych wspólnych uroczystościach państwowych, na pielgrzymce konnej, uroczystościach patriotycznych, religijno-obrzędowych, na corocznych mszach w Górze Kalwarii - znamy się. To miejsce jest urokliwe, wspaniałe - wspaniali ludzie! Warto to promować! Zapytają mnie jak wrócę gdzie byłeś? Co robiłeś? Zaraz się im pochwalę, że jest miejsce z tak piękną hodowlą! To że tutaj jest hodowla konia huculskiego, konia związanego z górami i otoczeniem, tu - w miejscu jego urodzenia. Piękne stado! W stadzie nie ma żadnej dolewki innej krwi. W stadzie jest czystość rasy. To moja pochwała dla hodowcy! A konie - w terenie nie boją się niczego - widać że są przyzwyczajone, są też niezwykle spokojne, dzieci mogą się na nich uczyć jeździć! No i piękny porządek w stajni i siodlarni - to wszystko uczy młodych ludzi obowiązkowości. Widzę, że tutaj wszystko jest znakomicie prowadzone - niewiele jest takich miejsc w Polsce. Wielki szacunek dla Józka i cieszę się że tu mogłem być!

Józef Brzazgacz : Nie mówiąc o mnie jak mi jest przyjemnie, że wreszcie przyjechał człowiek, który jest jak nie jedyny w Polsce, to jeden z niewielu takich, którzy poprzez swoją działalność tak kultywują jazdę konną, tradycję, umiłowanie polskiego munduru, naszej historii, historii walk o niepodległość, przekazując młodzieży tak wiele swoich doświadczeń, przekazując patriotyzm. Bardzo rzadko się takich ludzi spotyka.

Spotkanie odbyło się dzięki uprzejmości i zaangażowaniu w promocję naszego regionu Wiesława Adamika, fotoreportera, współpracownika gazety specjalistycznej "Konie i Rumaki", który zorganizował spotkanie oraz dzięki ...

... gościnności Józefa Brzazgacza - właściciela Stajni "Hucuł" w Sułkowicach-Dzielcu. 

Członek Stowarzyszenia Miłośników Tradycji Mazurka Dąbrowskiego, honorowy dowódca Krakowskiego Szwadronu Kawalerii im. Marszałka Józefa Piłsudskiego, honorowy major - Włodzimierz Wowa Brodecki

 

A fotografował i z Włodzimierzem Wową Brodeckim rozmawiał : Jarosław Skupień

Niniejszy materiał chroniony jest prawem autorskim.
Jakiekolwiek jego wykorzystywanie możliwe jest wyłącznie za zgodą autora.

 


andrychow.pl © 2002
http://www.nowiny.andrychow.pl/